
Piłkarski weekend to tradycyjnie czas na przegląd formy rywali Jagiellonii w Lidze Europy. Szczególnie intensywne dni mają za sobą Olympiakos oraz Anderlecht, które rozegrały swoje spotkania również w środku tygodnia. Jak na krajowych podwórkach zaprezentowali się pucharowi przeciwnicy „żółto-czerwonych”?
W sobotni wieczór Olympiakos zmierzył się na wyjeździe z zespołem z miasta Volos – ligowym średniakiem, który na starcie sezonu zgromadził zaledwie jeden punkt. W porównaniu ze środowym starciem w Pucharze Grecji, trener José Luis Mendilibar pozostawił w wyjściowej jedenastce tylko jednego zawodnika – Bruno Onyemaechiego. Wyraźnie widać, że hiszpański szkoleniowiec wciąż mocno rotuje składem i na niektórych pozycjach nie ma jeszcze swoich pewniaków. Porównując wyjściowy skład z meczu ligowego sprzed tygodnia, wymienił on lewego obrońcę oraz środkowego pomocnika, odsyłając zawodników – grających w tamtej rywalizacji – na ławkę rezerwowych.
Pierwsza połowa spotkania przebiegała pod dyktando drużyny z Pireusu. W 16. minucie świetne dośrodkowanie z rzutu rożnego posłał Chiquinho, a głową groźnie uderzał Jota Silva, jednak bramkarz gospodarzy z najwyższym trudem zdołał odbić piłkę. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później z prawego skrzydła precyzyjnie dogrywał Portugalczyk, a akcję próbował zamknąć Roca, lecz jego strzał nieznacznie minął bliższy słupek.
Kluczowy moment tej części gry nadszedł w 43. minucie. Onyemaechi popisał się doskonałym przerzutem, wypuszczając na wolne pole El Kaabiego. Osamotniony Marokańczyk popędził za futbolówką w kierunku bramki Volos FC, wygrał stykową piłkę w pojedynku z bramkarzem, ale został przez niego sfaulowany. Starcie okazało się na tyle niefortunne w skutkach, że napastnik doznał kontuzji nogi i musiał opuścić murawę na noszach. Sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, choć decyzja o ukaraniu golkipera zaledwie żółtą kartką mogła budzić spore kontrowersje. Do rzutu karnego podszedł Jota Silva i pewnym strzałem zmylił Siabanisa, posyłając piłkę w przeciwny róg. Świętując trafienie, Portugalczyk zadedykował gola kontuzjowanemu koledze z zespołu, pokazując palcami „dziewiątkę” – numer, z którym na koszulce występuje El Kaabi.
Ayoub, in this difficult moment, the entire Olympiacos family stands by your side with all our hearts.
Your strength, passion and fighting spirit have inspired us so many times. Now it’s our turn to send all that strength back to you.
Stay strong, @AyoubElKaabi. We’ll be with… pic.twitter.com/y9z4O9ysoC
— Olympiacos FC (@olympiacosfc) September 5, 2026
Jakby nieszczęść w obozie Olympiakosu było mało, w pierwszym kwadransie po przerwie zwichnięcia barku doznał skrzydłowy, Joel Roca. Jeśli chodzi o czysto sportowy aspekt widowiska, druga połowa długimi fragmentami toczyła się w usypiającym tempie i nie obfitowała w podbramkowe sytuacje. O dreszczyk emocji w samej końcówce postanowił jednak zadbać kapitan gości, Panagiotis Retsos. W pozornie niegroźnej sytuacji wycofał on piłkę w światło własnej bramki, zupełnie nie zauważając, że Ortega opuścił to miejsce. Niemiec ofiarnym wślizgiem zdołał co prawda wygarnąć futbolówkę z linii bramkowej, lecz ta spadła prosto pod nogi prawoskrzydłowego gospodarzy. Ten przytomnie dograł do Comby, który z bliska doprowadził do wyrównania.
Olympiakos szukał szansy na odzyskanie prowadzenia po rzutach rożnych egzekwowanych przez Chiquinho. Najpierw strzał po rykoszecie został ofiarnie zablokowany, a chwilę później, dopadając do bezpańskiej piłki, swoich sił spróbował Gonzalez, lecz jego uderzenie minęło bramkę. W 84. minucie z prawego skrzydła Saliakas dograł w pole karne do Chiquinho, jednak Portugalczyk znacznie się pomylił przy próbie strzału. Chwilę później skrzydłowy zrehabilitował się efektownym zagraniem zewnętrznym podbiciem z prawej flanki do Martinsa. Jego rodak próbował prostopadłym podaniem uruchomić Gonzaleza, ale obrońca Volos FC w porę przeciął to zagranie. Gospodarze nie pozostawali dłużni – chwilę później ze skraju pola karnego w kierunku dalszego słupka kąśliwie uderzał Lamprou, były zawodnik Rakowa Częstochowa. W 90. minucie Olympiakos wywalczył jeszcze groźny rzut wolny tuż przed linią „szesnastki”, ale strzał Saliakasa poszybował nad poprzeczką.
Drużyna z Pireusu wywiozła z Volos zaledwie punkt i o stratę oczek może mieć pretensje wyłącznie do siebie. Podopieczni trenera Mendilibara nie potrafili „zamknąć” tego spotkania drugim golem, po czym w kuriozalnych okolicznościach stracili bramkę wyrównującą. Od tego momentu niemiłosiernie męczyli się w ataku pozycyjnym, bezskutecznie próbując przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Gospodarze umiejętnie wybijali faworytów z rytmu, uciekając się do taktycznych fauli i gry na czas. Jedynym pomysłem przyjezdnych na sforsowanie obrony były dośrodkowania z bocznych sektorów oraz rzuty rożne, przy których najwięcej zagrożenia siał Chiquinho. Trzeba też dodać, że zarówno gospodarze, jak i goście nie odstawiali nogi w tym meczu. Dla Olympiakosu zakończyło się to fatalnie – urazami dwóch graczy po ostrych starciach z rywalami. El Kaabiego czeka dłuższa przerwa w grze, co niemal na pewno wyklucza go z rywalizacji z Jagiellonią, z kolei Roca po groźnym upadku zmaga się z kontuzją ręki.
Kolejne spotkanie Olympiakos rozegra we wtorek, 8 września o godzinie 20:45. Będzie to ponowne starcie z zespołem Volos FC w ramach rozgrywek o Puchar Grecji.
Volos FC – Olympiakos 1:1 (0:1)
76′ Maximiliano Comba – 45+3′ Jota Silva (rzut karny)
Olympiakos: Ortega – Onyemaechi, Pirola (45+3′ Carmo), Retsos (C), Saliakas – Hezze, Garcia (77′ Freuler) – Roca (61′ Martins), Jota Silva (77′ Sá), Chiquinho – El Kaabi (45+3′ Gonzalez)
Żółte kartki: Joca, Mygas, Siabanis, Kargas, Comba, Furtado – Retsos
Rezultaty pozostałych rywali:
Ararat Erywań – FC Ararat-Armenia 0:1 (0:0)
Mistrzowie Armenii szybko zrehabilitowali się za ubiegłotygodniową porażkę i skromnie pokonali na wyjeździe swojego lokalnego imiennika, okupującego dolne rejony ligowej tabeli. Po sześciu rozegranych kolejkach FC Ararat-Armenia plasuje się na trzeciej pozycji, mając w dorobku 13 punktów i pięć oczek straty do lidera.
RSC Anderlecht – KV Kortrijk 1:0 (1:0) i RSC Anderlecht – KRC Genk (0:0)
Zespół z aglomeracji brukselskiej w czwartkowy wieczór triumfował przed własną publicznością, a w niedzielę podzielił się z rywalem punktami. Te dwa rezultaty pozwoliły drużynie złapać oddech po dwóch wcześniejszych ligowych porażkach. Po pięciu seriach gier ekipa ta plasuje się na 11. pozycji w tabeli, mając w dorobku siedem punktów.
Levski Sofia – CSKA 1948 Sofia 1:0 (0:0)
Obrońcy tytułu imponują regularnością na krajowym podwórku. W derbach stolicy Lewski odniósł ósme z rzędu ligowe zwycięstwo i z kompletem punktów pewnie przewodzi w tabeli.
Brentford – Sunderland AFC 1:1 (0:0)
Piłkarze Sunderlandu rzutem na taśmę wywieźli z Londynu cenny remis. Punkt popularnym „Czarnym Kotom” zapewnił Enzo Le Fée, który w samej końcówce spotkania pewnie wykorzystał rzut karny. Po trzech kolejkach zespół zajmuje 12. miejsce z dorobkiem czterech punktów.
Fulham – Crystal Palace 2:3 (2:1)
Triumfatorzy poprzedniej edycji Ligi Konferencji w spektakularny sposób odwrócili losy meczu. Odnieśli tym samym premierowe zwycięstwo, inkasując swoje pierwsze punkty w bieżącej kampanii. Aktualnie plasują się na 13. pozycji w ligowej stawce.
Olympique Lyon – AJ Auxerre 3:1 (2:1)
Podopieczni Paulo Fonseki pewnie pokonali gości na własnym obiekcie. Dzięki temu zwycięstwu, po trzech seriach gier zajmują pozycję wicelidera Ligue 1 z dorobkiem siedmiu punktów.
Artis Brno – FC Viktoria Pilzno 0:3 (0:3)
Piłkarze z Pilzna przerwali serię remisów i w przekonującym stylu sięgnęli po pełną pulę w wyjazdowym starciu z beniaminkiem czeskiej ekstraklasy. Goście rozstrzygnęli losy spotkania już przed przerwą, zadając rywalowi trzy ciosy. Po sześciu kolejkach Viktoria plasuje się na dziewiątej pozycji w ligowej tabeli z dorobkiem 9 punktów.
