
Po odejściu Afimico Pululu można było się zastanawiać, na czyje barki spadnie odpowiedzialność za wykonywanie rzutów karnych. Kongijski napastnik przyzwyczaił kibiców do wybitnej skuteczności, dlatego przed trenerem Siemieńcem stanęło poważne wyzwanie, by wytypować godnego następcę.
W grach przedsezonowych Jagiellonia wywalczyła zaledwie jeden rzut karny. Do „jedenastki” podszedł Dimitris Rallis, jednak nie potrafił zamienić tej okazji na gola. Powodów do dumy z pewnością nie przynosi mu również fakt, że sytuacja ta miała miejsce w pokazowym sparingu z reprezentacją Podlasia, rozegranym podczas pikniku w Narewce. Ekipa rywali składała się w głównej mierze z zawodników występujących na co dzień na trzecio- i czwartoligowych boiskach.
Kolejną okazją do przetestowania tego elementu gry był sparing z ŁKS-em Łomża, rozegrany po inauguracyjnym sezon spotkaniu z Koroną. W końcówce meczu do rzutu karnego podszedł Cezary Polak i pewnie go wykorzystał. Trudno jednak rozpatrywać lewego obrońcę jako etatowego wykonawcę „jedenastek”, ponieważ na starcie sezonu nie otrzymał on jeszcze szansy występu w pierwszej drużynie.
Na pierwszy rzut karny w oficjalnym meczu przyszło poczekać do szóstego spotkania w sezonie. Do tego momentu nie było jasne, kto zostanie głównym wykonawcą „jedenastek”. Można było przypuszczać, że po dłuższej przerwie w tej roli zechce sprawdzić się Jesús Imaz. Rok temu, goszcząc w programie Liga+Extra, zadeklarował, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym temacie. Jak zapowiedział, tak też zrobił. W spotkaniu z Iberią 1999 podszedł do piłki, jednak przy pierwszej próbie zawiódł – bramkarz wyczuł jego intencje. Na jego szczęście sędzia dopatrzył się zbyt wczesnego wbiegnięcia graczy gości w pole karne i nakazał powtórkę. Tym razem Hiszpan wytrzymał próbę nerwów i trafił do siatki. Trudno jednak o pełne przekonanie, że najlepszy snajper w historii Jagiellonii na stałe stanie się etatowym i bezbłędnym egzekutorem rzutów karnych.
Jesus Imaz na dwa razy z rzutu karnego i @Jagiellonia1920 prowadzi 1-0! #JAGIBE pic.twitter.com/97GWilXbjc
— Michał Pol (@Polsport) August 20, 2026
Imaz i rzuty karne? To nie jest dobre połączenie
Na początku swojej przygody z Jagiellonią Hiszpan był etatowym i bardzo pewnym wykonawcą „jedenastek”. Pierwsze sześć prób bez najmniejszego problemu zamienił na bramki. Wszystko zmieniło się po dramatycznym meczu w Gliwicach – spotkaniu, które większość kibiców może kojarzyć głównie z piorunującej końcówki, dzięki której Piast przybliżył się do mistrzostwa Polski. Jagiellonia otrzymała w tym starciu dwa rzuty karne. Pierwszy z nich Imaz pewnie wykorzystał, jednak gdy w doliczonym czasie gry Żółto-Czerwoni stanęli przed szansą na wyrównanie, intencje napastnika wyczuł Jakub Szmatuła.
Od tego momentu Hiszpan zaczął zbytnio kombinować z tym elementem. Tydzień później, w ostatnim spotkaniu sezonu rozgrywanym w Gdańsku, Jagiellonia po raz kolejny wywalczyła „jedenastkę”. Imaz chciał popisać się nieszablonowym strzałem bez rozbiegu, ale wyszło to fatalnie – zamiast posłać piłkę do siatki, podał ją wprost w ręce Dušana Kuciaka. Błąd ten miał ogromny ciężar gatunkowy, ponieważ białostoczanie wciąż walczyli o awans do europejskich pucharów. Zdobycie bramki w tamtej sytuacji dałoby im remis na pół godziny przed końcowym gwizdkiem, a pozostałe wyniki w lidze układały się po ich myśli. Ostatecznie Jagiellonia przegrała to starcie, a w Europie jej kosztem zagrała Cracovia.
Kolejna okazja do zrehabilitowania się nadeszła pół roku później. Rywalem znów była Lechia, jednak tym razem Hiszpan się nie pomylił. W następnej kolejce Imaz stanął przed szansą, by udowodnić, że fatalna skuteczność z końcówki poprzedniego sezonu stanowiła jedynie chwilową zadyszkę. Wyjazdowy mecz z Górnikiem Zabrze, rozgrywany w strugach ulewnego deszczu, zupełnie nie układał się po myśli Jagiellonii. Białostoczanie kreowali mnóstwo sytuacji, ale piłka za nic nie chciała wpaść do siatki. Na domiar złego Żółto-Czerwoni zmarnowali w tamtym spotkaniu dwie „jedenastki” – oba strzały obronił Martin Chudý, a autorem jednego z pudeł był właśnie Imaz.
Na jakiś czas Hiszpan dał sobie spokój z wykonywaniem „jedenastek”. W sezonie 2020/21 tylko raz podszedł do rzutu karnego – w zremisowanym (1:1) spotkaniu z Legią Warszawa, otwierając wynik meczu. W następnej kampanii miał dwie takie próby. Przy pierwszej z nich się pomylił – Dante Stipica odczytał jego intencje w przegranym (1:4) wyjazdowym starciu z Pogonią Szczecin. Z kolei w końcówce rundy wiosennej Imaz pewnie wykorzystał rzut karny w domowym meczu z Legią. Trafienie to miało dla niego szczególne znaczenie, ponieważ był to jego pierwszy gol po blisko półrocznej przerwie, spowodowanej ciężką kontuzją.
W sezonie 2022/23 odpowiedzialność za wykonywanie „jedenastek” do pewnego momentu przejęli inni zawodnicy, niemniej w marcowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin Imaz ponownie ustawił piłkę na jedenastym metrze – i znowu się pomylił. Na jego szczęście sytuację uratowała skuteczna dobitka Marca Guala. Na następną próbę przyszło poczekać niespełna miesiąc. W Poniedziałek Wielkanocny w spotkaniu z Lechią, w którym Adrian Siemieniec debiutował jako pierwszy trener Jagiellonii, Hiszpan znów zdecydował się podejść do karnego – w bramce rywali stał Dušan Kuciak, który już raz wybronił jego strzał. Doświadczony snajper po raz kolejny spróbował się zabawić i tym razem uderzył „panenką”. Słowak wyczekał go jednak do samego końca i bez trudu złapał piłkę w koszyczek. Po tej wpadce Imaz dał sobie spokój z tym elementem gry na ponad trzy lata.
Rzut karny… Dwa razy zmarnowany przez Jesusa Imaza. 🤯 Nadal bez bramek w meczu @Jagiellonia1920 z @LechiaGdanskSA!
📺 Transmisja meczu trwa w CANAL+ SPORT i CANAL+ online: https://t.co/cjXnBgkuOv pic.twitter.com/bAGUR7TynJ
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 10, 2023
W spotkaniu z Iberią 1999 odezwały się demony z przeszłości. Imaz, który dość kiepsko wszedł w nowy sezon i nie potrafił dotychczas wykorzystać żadnej dogodnej sytuacji z gry, otrzymał szansę na przełamanie, gdy sędzia podyktował rzut karny za faul na Agbonifo. W pierwszej próbie Hiszpan zawiódł, ale w powtórce – zarządzonej z powodu zbyt wczesnego wbiegnięcia rywali w „szesnastkę” – ostatecznie trafił do siatki.
Dotychczasowe statystyki dobitnie pokazują, że trudno polegać na tym zawodniku jako na etatowym egzekutorze „jedenastek”. W barwach Jagiellonii na 16 rzutów karnych Jesus Imaz wykorzystał zaledwie 10 – skuteczność na poziomie 62,5%. Wynik ten wypada dość blado w zestawieniu z Afimico Pululu, który mógł pochwalić się 20 trafieniami na 22 próby, co dawało mu imponującą skuteczność rzędu 91%.
Potencjalni wykonawcy
W obecnej kadrze Jagiellonii nie ma zbyt wielu zawodników, którzy w przeszłości regularnie wykonywali rzuty karne. Oto zestawienie piłkarzy, którzy w trakcie swojej kariery przynajmniej raz podeszli do strzału z jedenastego metra (liczba trafień / liczba prób):
- Jesús Imaz – 16/22 (w tym 10/16 w barwach Jagiellonii)
Sergio Lozano – 7/9
Kajetan Szmyt – 5/7
Taras Romanczuk – 2/3
Dimitris Rallis – 2/2
Nik Prelec – 1/3
Ousmane Sow – 1/2
Cezary Polak – 1/1
Rodrigo Conceição – 1/1
Youssuf Sylla – 0/1
Maksim Konanau – 0/1
Pomijając Imaza, na najbardziej doświadczonych w tym elemencie gry wyrastają Lozano i Szmyt. Żaden z nich nie gwarantuje jednak skuteczności na poziomie Pululu, który dla każdego kolejnego wykonawcy będzie stanowił główny punkt odniesienia. Kongijski napastnik uchodził za eksperta w tej dziedzinie i wyśrubował standardy na tyle mocno, że poprzeczka jest obecnie zawieszona naprawdę wysoko.
Biorąc pod uwagę doświadczenie, do wykonywania rzutów karnych można by rozważyć kandydaturę kapitana Żółto-Czerwonych, Tarasa Romanczuka. Wydaje się jednak, że pomocnik porzucił ten pomysł po pudle we wspomnianym już wcześniej meczu z Górnikiem Zabrze z 2019 roku. Z kolei Dimitrisa Rallisa trudno rozpatrywać jako realną opcję – Grek nie gra regularnie, a gdy w sparingu otrzymał szansę na wykazanie się w tym aspekcie, uderzył fatalnie. Pozostali zawodnicy z powyższej listy – poza Nikiem Prelcem – na ten moment grają rzadko lub wcale, więc ich kandydatury można odrzucić. Co prawda Cezary Polak zasygnalizował, że mógłby stanowić pewną alternatywę, ale najpierw musiałby wywalczyć sobie szansę na regularną grę w pierwszej drużynie.
Jeśli zaś chodzi o Prelca, słoweński snajper w seniorskim futbolu tylko raz podszedł do rzutu karnego. Miało to miejsce w barwach Austrii Wiedeń i Słoweniec zmarnował wówczas swoją próbę w starciu z WSG Tirol. Dość wymowny pozostaje fakt, że gdy w 2024 roku o awansie jego drużyny do kolejnej rundy eliminacji Ligi Konferencji decydował konkurs „jedenastek”, napastnik nie został wyznaczony do żadnej z pięciu prób, mimo że przebywał na boisku.
Nieoczywista kandydatura
Podejdźmy jednak do sprawy nieco inaczej i poszukajmy kandydata mniej oczywistego. Ciekawe spojrzenie na temat wykonywania „jedenastek” przedstawił w marcu tego roku obrońca GKS-u Katowice Arkadiusz Jędrych na łamach „Przeglądu Sportowego” w rozmowie z Łukaszem Olkowiczem:
„Kiedyś rozmawiałem o tym z Kubą Arakiem, bo zauważyłem, że środkowi obrońcy coraz częściej podchodzą do karnych. Zapytałem, z czego to wynika. Przecież naturalne byłoby, gdyby strzelał napastnik, czy ofensywny pomocnik. Kuba mnie zapytał: A który zawodnik w meczu ma najwięcej kontaktów z piłką? Kto teoretycznie najczęściej dokładnie podaje?
Musiałem się zastanowić. Napastnik tych kontaktów ma najmniej, dużo więcej ich ma środkowy pomocnik, ale to przez środkowego obrońcę przechodzi w zasadzie każda akcja. Jeżeli spojrzymy na statystyki, to praktycznie w każdym meczu największą liczbę podań i ich celność ma środkowy obrońca. To też wynika z jakości podania, jego siły, czy uderzenia, jeżeli chodzi o karne.”
Jest to trafne spostrzeżenie, a jakiś czas temu w Jagiellonii wypróbowano bardzo podobne rozwiązanie. We wrześniu 2024 roku – pod nieobecność kontuzjowanego Afimico Pululu – do rzutu karnego w starciu z Lechią podszedł stoper Żółto-Czerwonych, Mateusz Skrzypczak. Dla wielu osób stanowiło to spore zaskoczenie, jednak uważni obserwatorzy przypomnieli sobie, że taki wariant był testowany już dwa miesiące wcześniej, podczas obozu przygotowawczego w sparingu z Miedzią Legnica. Podobnie jak w grze kontrolnej, tak i w oficjalnym spotkaniu obrońca zachował zimną krew, pewnie posyłając piłkę w lewy róg bramki. Co prawda była to sytuacja jednorazowa, ale trudno się temu dziwić, skoro trener Siemieniec miał do dyspozycji tak wybitnego specjalistę jak Pululu.
𝐂𝐎𝐌𝐄𝐁𝐀𝐂𝐊 𝐉𝐀𝐆𝐈𝐄𝐋𝐋𝐎𝐍𝐈𝐈!🔥🔥 Gole Jesusa Imaza i Mateusza Skrzypczaka dają prowadzenie Mistrzom Polski w meczu z Lechią! 💪
📺 Transmisja meczu w CANAL+ SPORT3 i CANAL+ online: https://t.co/LrK3rlrlEG pic.twitter.com/7WFrYf6E7M
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 21, 2024
Szukając analogii, z obecnego składu Jagiellonii do wykonywania „jedenastek” można by rozważyć jednego z dwójki podstawowych stoperów – Bernardo Vitala lub Yukiego Kobayashiego. W tym duecie to Portugalczyk wyrasta jednak na faworyta, głównie ze względu na swoje cechy przywódcze, boiskową porywczość i momentami grę całkowicie pozbawioną układu nerwowego. Choć taka charakterystyka przynosi na boisku zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki, wydaje się, że przy potencjalnej próbie z jedenastu metrów zadziałałaby zdecydowanie na jego korzyść. Można śmiało założyć, że w takim momencie zawodnik ten po prostu nie ugiąłby się pod presją.
Trzeba poszukać nowego wykonawcy
Jesús Imaz jest wybitnym piłkarzem i niekwestionowaną legendą klubu. Oznaką prawdziwej klasy jest również umiejętność przyznania się do błędu. Kiedy po kolejnej nieudanej próbie Hiszpan oddał wykonywanie rzutów karnych kolegom z boiska, wyszło to zespołowi zdecydowanie na dobre. Nie da się ukryć, że pewny egzekutor „jedenastek” stanowi dla każdej ekipy ogromną wartość.
Bez ważnych trafień Afimico Pululu z jedenastego metra, Jagiellonia z pewnością zgromadziłaby w tabeli mniej punktów, co w ostatecznym rozrachunku skutkowałoby niższą lokatą na koniec rozgrywek i postawiłoby klub w zupełnie innej sytuacji. Pierwszym z brzegu przykładem jest gol z ostatniej kolejki poprzedniego sezonu. To właśnie dzięki niemu – oraz obronionym rzucie karnym przez Sławomira Abramowicza – Żółto-Czerwoni pokonali Zagłębie Lubin i zapewnili sobie miejsce na najniższym stopniu podium, co z kolei pozwoliło im rozpocząć eliminacje Ligi Europy dopiero od III rundy.
Sergio Lozano i Kajetan Szmyt wyrastają na głównych faworytów do przejęcia odpowiedzialności za wykonywanie „jedenastek”. Hiszpan swoje dotychczasowe doświadczenie w tym elemencie zbierał na drugim i trzecim poziomie rozgrywkowym w ojczyźnie, występując w rezerwach Villarrealu. Środkowy pomocnik dysponuje niezłą techniką i precyzyjnym uderzeniem, dlatego można zakładać, że byłby pewnym egzekutorem. Na przeszkodzie może stanąć jednak jego aktualna rola w zespole – zawodnik ten znacznie częściej pojawia się na murawie jako zmiennik.
Szmyt z kolei regularnie podchodził do rzutów karnych w barwach Warty Poznań, gdzie zamienił na gola pięć z sześciu prób. Skuteczność w tym elemencie znacząco podnosiła wówczas jego indywidualne statystyki, które bez tych trafień wyglądałyby nieco skromniej. Kolejne bramki z jedenastego metra mogłyby również lepiej odzwierciedlać na papierze jego wkład w grę Żółto-Czerwonych, chociaż trzeba przyznać, że w ostatnich tygodniach „liczby” skrzydłowego i tak uległy wyraźnej poprawie.
Niewykluczone, że w grę wejdzie wariant nieoczywisty, taki jak przywołany wcześniej Bernardo Vital, albo też sztab szkoleniowy ma przygotowanego jeszcze innego asa w rękawie. Decydujący głos w kwestii wykonawcy rzutów karnych i tak należy do Adriana Siemieńca, który równie dobrze może trzymać się aktualnych założeń. Trenerzy na co dzień obserwują zawodników i doskonale wiedzą, kto czuje się w tym elemencie najpewniej.


