
Mijają dni, mijają lata… a niektóre mecze wciąż budzą wyjątkowe emocje. Większe pragnienie zwycięstwa, większe nerwy, większe nadzieje. Z tymi właśnie ogromnymi nadziejami zapraszamy na zapowiedź spotkania z Legią Warszawa!
Do spotkania z Legią Jagiellończycy przystąpią krótko po europejskich emocjach. Rywalizacja w Lidze Europy z pewnością kosztowała zespół sporo sił, a przy napiętym terminarzu każda kolejna ligowa potyczka staje się dodatkowym testem dla szerokości kadry i możliwości rotacji. Sytuacji nie ułatwiają też problemy kadrowe. Yuki Kobayashi oraz Ousmane Sow wciąż leczą kontuzję, Taras Romanczuk wrócił z Grecji z urazem, a Jeremy Agbonifo dopiero wraca do gry po przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi. Jednak, to właśnie nieobecność Japończyka wydaje się największym problemem z którym od pewnego czasu mierzy się trener Adrian Siemieniec, gdyż drużynie brakuje zawodnika dobrze operującego lewą nogą przy wyprowadzeniu piłki. Żeby jednak nie było, że tylko my mamy pod górkę – Legia też ma swoje problemy, w Białymstoku zabraknie kontuzjowanego Kamila Piątkowskiego.
W Ekstraklasie Jaga spisuje się przyzwoicie, choć wciąż trudno mówić o pełnej stabilizacji. Dobre fragmenty przeplatają się ze słabszymi, a nawet w wygranych spotkaniach zdarzają się momenty, w których drużyna niepotrzebnie oddaje inicjatywę rywalowi. Punktów przybywa, ale sama gra nie zawsze daje poczucie pełnego spokoju. Do zespołu, który przez pełne 90 minut kontroluje wydarzenia na boisku, jeszcze trochę brakuje.
Najlepszym potwierdzeniem tego był ostatni ligowy mecz z Wisłą Kraków. Przy Reymonta nie zgadzało się właściwie nic – brakowało tempa, pomysłu, konkretów pod bramką i zwyczajnie jakości. Krótko mówiąc, zagraliśmy źle. Nieco więcej powodów do optymizmu przyniósł europejski wyjazd do Pireusu. Jaga w pierwszej połowie nie przestraszyła się Olympiakosu, wyszła na prowadzenie po trafieniu Kajetana Szmyta i przez długi czas była w grze o punkty. Ostatecznie Grecy odwrócili losy spotkania i wygrali 2:1, zdobywając decydującą bramkę w końcówce. Punktów z Grecji nie przywieźliśmy, ale przynajmniej zobaczyliśmy Jagę zdecydowanie bardziej przypominającą samą siebie niż tę, którą kilka dni wcześniej oglądaliśmy w Krakowie. Szkoda, że taki obraz zespołu widzieliśmy jedynie w pierwszej połowie spotkania.
Końcówka spotkania w Pireusie pokazała jednak coś, na co przed Legią trzeba zwrócić szczególną uwagę. Warszawianie w ostatnim czasie potrafią długo męczyć się z rywalem, by właśnie w końcowych minutach przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Przy europejskim zmęczeniu Jagi i problemach z utrzymaniem równego poziomu przez pełne 90 minut właśnie ostatni kwadrans może mieć ogromne znaczenie. Z Legią nie wystarczy więc dobrze wejść w mecz i kontrolować go przez godzinę czy nawet osiemdziesiąt minut. Trzeba być skoncentrowanym do samego końca, bo warszawianie już nieraz pokazywali, że potrafią wykorzystać nawet chwilę zawahania rywala.
A zmiany kadrowe? Z perspektywy kibica Jagi najbardziej przykrą informacją było chyba odejście Milety Rajovicia. Napastnika, który momentami stanowił większe zagrożenie dla cierpliwości własnych kibiców niż dla bramki przeciwnika. Jego występy w Warszawie regularnie wywoływały dyskusje, gesty bezradności i pytania z kategorii: „jak on tego nie strzelił?”. Trochę więc szkoda, że już go w Legii nie ma. Taki zawodnik zawsze dawał człowiekowi odrobinę spokoju, kiedy pojawiał się w polu karnym. Chociaż, znając nasze jagiellońskie „szczęście” t, akurat przeciwko nam pewnie rozegrałby mecz życia, strzelił dwa gole i został bohaterem kolejki.
Cóż można jeszcze napisać? To Legia. Tu nie potrzeba dodatkowej motywacji, wielkich słów ani specjalnych zaproszeń. Takie mecze po prostu chce się wygrywać.
Pora więc otrząsnąć się po Krakowie, zostawić europejskie zmęczenie za sobą, przypomnieć sobie, jak smakuje zwycięstwo w meczu, który dla kibiców znaczy trochę więcej niż kolejne trzy punkty i udać się na trzytygodniową przerwę spowodowaną meczami reprezentacji w lepszych nastrojach.
Naprzód Jagiellonio!

