
Już w najbliższy środowy wieczór Jagiellonia Białystok zadebiutuje w fazie ligowej Ligi Europy. Na inaugurację tych prestiżowych rozgrywek podopieczni Adriana Siemieńca udadzą się do Pireusu, by po szesnastu latach przerwy ponownie zawitać na grecką ziemię. Ich przeciwnikiem będzie Olympiakos – najbardziej utytułowana i rozpoznawalna marka w tamtejszym futbolu. To rywal dysponujący ogromną jakością piłkarską, lecz jednocześnie przechodzący spore zawirowania dotyczące kwestii sportowych i szukający swojej tożsamości na boisku.
Klub został założony 10 marca 1925 roku w Pireusie w wyniku fuzji dwóch lokalnych drużyn – Piraikos Podosfairikos Omilos oraz Piraeus Fans Club. Nazwa Olympiakos nawiązuje do starożytnych Igrzysk Olimpijskich. Klubowy herb przedstawia młodzieńca w wieńcu laurowym (zwycięzcę olimpijskiego), co symbolizuje pasję, siłę, sportową rywalizację i etykę. Oficjalne barwy zespołu to czerwony i biały. Czerwień uosabia pasję oraz pragnienie zwycięstwa, z kolei biel – czystość i szlachetność.
W piłkarskim świecie drużyna funkcjonuje pod przydomkami „Erythrolefkoi” (Czerwono-biali) oraz „Thrylos” (Legenda). Ten drugi przylgnął do zespołu w latach 50. XX wieku, gdy Olympiakos seryjnie sięgał po krajowe trofea, dominując na krajowym podwórku. Warto też zaznaczyć, że to klub wielosekcyjny – oprócz futbolu z powodzeniem rywalizuje chociażby w koszykówce, siatkówce czy piłce wodnej.
Historycznie Olympiakos reprezentował klasę robotniczą z portowego Pireusu. Stanowiło to oś silnego konfliktu z Panathinaikosem, który początkowo zrzeszał zamożniejsze warstwy społeczne z centrum Aten. Pojedynki tych drużyn, określane mianem „Derbów Wiecznych Wrogów”, należą do najbardziej gorących i ikonicznych rywalizacji na świecie. Dość powiedzieć, że we wrześniu 2019 roku brytyjski dziennik „Daily Mirror” sklasyfikował je jako piąte najważniejsze piłkarskie derby globu.
Najbardziej utytułowany grecki klub
Olympiakos to absolutny hegemon greckiej piłki nożnej. Po mistrzostwo kraju sięgał aż 48 razy – po raz ostatni w 2025 roku. Skalę tej dominacji najlepiej oddaje fakt, że wszystkie pozostałe greckie zespoły mają na swoim koncie łącznie zaledwie 42 tytuły. Klub z Pireusu miewał okresy bezwzględnej hegemonii, zdobywając mistrzowską koronę siedem razy z rzędu w latach 1997–2003 oraz 2011–2017. To także rekordzista pod względem triumfów w Pucharze Grecji – trofeum to lądowało w klubowej gablocie 29-krotnie, a „czerwono-biali” meldowali się w finale aż 42 razy. Listę krajowych sukcesów uzupełnia pięć Superpucharów. Co więcej, Olympiakos jest jednym z zaledwie trzech klubów – obok Panathinaikosu i PAOK-u – które nigdy nie zaznały goryczy spadku z greckiej elity.
Od dekad drużyna z Pireusu jest stałym bywalcem na europejskich salonach. Przed historycznym rokiem 2024 największymi międzynarodowymi sukcesami były ćwierćfinał Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1992/1993 oraz ćwierćfinał Ligi Mistrzów w sezonie 1998/1999, z której Grecy odpadli po dramatycznym dwumeczu z Juventusem. Wszystko zmieniło się w sezonie, który paradoksalnie zapowiadał się na jedną z największych katastrof w nowożytnej historii klubu. Europejska kampania 2023/2024 rozpoczęła się w Lidze Europy. Olympiakos zajął tam dopiero trzecie miejsce w grupie (za West Hamem i SC Freiburgiem), co oznaczało „spadek” do Ligi Konferencji. Na krajowym podwórku drużyna radziła sobie równie słabo, a zarząd w panice zwalniał kolejnych szkoleniowców – najpierw Diego Martíneza, a następnie Carlosa Carvalhala.
Punktem zwrotnym okazał się luty 2024 roku, kiedy stery przejął José Luis Mendilibar. Hiszpan, który zaledwie rok wcześniej triumfował z Sevillą w Lidze Europy, w kilka tygodni całkowicie odmienił mentalność i taktykę zespołu. W fazie pucharowej Ligi Konferencji Grecy szli jak burza, odprawiając z kwitkiem kolejno: Ferencváros, Maccabi Tel Awiw, Fenerbahçe oraz Aston Villę. Wielki finał przeciwko włoskiej Fiorentinie rozegrano na stadionie OPAP Arena w Atenach – obiekcie, który na co dzień jest domem ich ligowego rywala, AEK-u. 29 maja 2024 roku Olympiakos po wyczerpującej walce i dogrywce pokonał „Violę” 1:0. Decydujący cios w 116. minucie zadał marokański snajper, Ayoub El Kaabi. Tym samym klub z Pireusu zapisał się na kartach historii jako pierwszy grecki zespół, który wywalczył europejskie trofeum. Jakby tego było mało, w tym samym sezonie młodzieżowa drużyna sięgnęła po triumf w Lidze Młodzieżowej UEFA (juniorskim odpowiedniku Ligi Mistrzów), rozbijając w finale AC Milan aż 3:0.
🇲🇦 El Kaabi’s history making goal for Olympiacos 👏#UECL pic.twitter.com/9Vvs4JRrsa
— UEFA Conference League (@Conf_League) August 28, 2024
Nowy stadion i czarna karta historii sprzed lat
Obecny dom Olympiakosu – Stadion im. Jeorjosa Karaiskakisa – znajduje się w Neo Faliro, portowej dzielnicy Pireusu. Patronem obiektu jest bohater narodowy z czasów greckiej wojny o niepodległość. Arena, która została gruntownie przebudowana przed Igrzyskami Olimpijskimi w 2004 roku, może pomieścić ponad 33 tysiące widzów i słynie z niezwykle gorącej, fanatycznej atmosfery.
Najbardziej zagorzali sympatycy klubu zrzeszeni są w grupie o nazwie Gate 7. Słyną oni z niezwykle głośnego dopingu, spektakularnych opraw meczowych i absolutnego oddania drużynie. Sama nazwa grupy wiąże się jednak z największą tragedią w historii greckiego sportu i stanowi hołd dla ofiar koszmaru z 8 lutego 1981 roku. Tego dnia Olympiakos podejmował u siebie AEK Ateny, deklasując derbowego rywala aż 6:0. Na kilka minut przed końcowym gwizdkiem zachwyceni kibice ze wschodniej trybuny – sektor przy bramie nr 7 – zaczęli masowo zbiegać w dół schodów. Chcieli jak najszybciej przedostać się w okolice bramy nr 1, by tam wspólnie z piłkarzami celebrować okazałe zwycięstwo. Niestety, główna brama wyjściowa była zamknięta – lub jedynie częściowo uchylona. W ścisku ktoś poślizgnął się na betonowych stopniach i upadł. Nierozumiejący sytuacji tłum napierał z góry, przez co kibice zaczęli tratować się nawzajem. W wyniku paniki, uduszenia i zmiażdżenia zginęło wówczas 21 osób, a 55 zostało rannych.
Pamięć o zmarłych jest na obiekcie w Pireusie wiecznie żywa. Na zmodernizowanym stadionie, w sektorze za jedną z bramek, 21 krzesełek ma kolor czarny zamiast czerwonego. Tworzą one wyraźną cyfrę „7”, przypominając o tragedii podczas każdego spotkania. Ponadto przed areną postawiono monument w kształcie bramy, na którym wyryto nazwiska dwudziestu jeden ofiar. Miejsce to nieustannie tonie w kwiatach, flagach i klubowych szalikach. Co ważne, choć rywalizacja między greckimi drużynami bywa niezwykle brutalna, 8 lutego jest dniem ogólnonarodowej zadumy. Wtedy to kibice z całego kraju – w tym najwięksi rywale – solidarnie oddają hołd zmarłym w dramacie, który brutalnie obnażył fatalny stan bezpieczeństwa na ówczesnych obiektach sportowych.
Ekscentryczny właściciel
Właścicielem i prezydentem Olympiakosu jest Evangelos Marinakis – jedna z najpotężniejszych, a zarazem najbardziej wyrazistych postaci w greckim sporcie i biznesie. Urodzony w 1967 roku w Pireusie miliarder zbił fortunę jako magnat branży żeglugowej. Jest założycielem i prezesem spółki Capital Maritime & Trading Corp, zarządzającej potężną flotą tankowców oraz kontenerowców. Posiada również udziały w greckich mediach (telewizja, prasa).
W połowie 2010 roku Marinakis przejął pakiet kontrolny w Olympiakosie. Za jego kadencji „Thrylos” zdominowali krajowe rozgrywki, sięgając seryjnie po mistrzostwa kraju. jak również zbudowali mocną pozycję finansową. Z kolei historyczny triumf w Lidze Konferencji w 2024 roku stanowił zwieńczenie jego wieloletniego, otwarcie deklarowanego marzenia o zdobyciu europejskiego trofeum.
Grecki biznesmen nie ogranicza się jednak wyłącznie do rodzimego podwórka. Od 2017 roku jest również właścicielem Nottingham Forest. To właśnie jego inwestycje i zarządzanie pozwoliły temu legendarnemu, angielskiemu klubowi wrócić w 2022 roku do angielskiej elity po ponad dwóch dekadach absencji. Z kolei pod koniec 2023 roku Marinakis dorzucił do swojego piłkarskiego portfolio portugalskie Rio Ave. Taki model wieloklubowy (tzw. multi-club ownership) pozwala mu na płynną wymianę zawodników, optymalizację kosztów skautingu oraz dywersyfikację ryzyka biznesowego.
W środowisku piłkarskim słynie z twardej ręki, gigantycznej pasji, ale też braku cierpliwości. Potrafi zwalniać szkoleniowców już po kilku słabszych występach, a na piłkarzy nakładać gigantyczne kary finansowe za brak odpowiedniego zaangażowania. Marinakis dosłownie żyje meczami swojej drużyny – często można go dostrzec na trybunach lub tuż przy linii bocznej, gdy w niezwykle żywiołowy sposób reaguje na boiskowe wydarzenia.
🚨 BREAKING: Nottingham Forest owner Evangelos Marinakis was reportedly seen with a ripped shirt and bruises on his face after an altercation during the EuroLeague final in Athens.pic.twitter.com/Ix763PUg6Z
— Kalshi EPL (@KalshiEPL) May 24, 2026
Baskijska myśl szkoleniowa i odejście legendy
9 września 2026 roku klub z Pireusu oficjalnie poinformował o zakończeniu współpracy José Luisem Mendilibarem. Baskijski szkoleniowiec prowadził drużynę od lutego 2024 roku i zapisał się w jej historii jako absolutna legenda. To on zdobył z Olympiakosem wspomnianą wcześniej Ligę Konferencji, a w kolejnych miesiącach skompletował krajową potrójną koronę – Mistrzostwo, Puchar Grecji i Superpuchar.
Dymisja nastąpiła w niezwykle kontrowersyjnych okolicznościach, zaledwie na tydzień przed startem zmagań w Lidze Europy. Decyzja ta mogła dziwić tym bardziej, że Olympiakos solidnie zainaugurował nową kampanię. W pierwszych trzech kolejkach greckiej ekstraklasy drużyna zgromadziła siedem punktów i pewnie kroczyła do przodu w krajowym pucharze. Jedyną skazą na tym wizerunku było odpadnięcie z walki o Ligę Mistrzów, po porażce w III rundzie kwalifikacji z holenderskim NEC Nijmegen. Niespodziewane rozstanie z trenerem zbiegło się w czasie z powrotem Hiszpana Antonio Cordóna na stanowisko dyrektora sportowego, co pociągnęło za sobą błyskawiczne roszady w pionie sportowym. Fani Olympiakosu nie kryli oburzenia momentem podjęcia tej decyzji. Podczas ostatniego spotkania trybuny głośno wyrażały swoje niezadowolenie z działań zarządu, jednocześnie skandując nazwisko Mendilibara w podziękowaniu za jego pracę.
Karaiskakis is chanting Mendilibar’s name, clearly displeased with what they are seeing.#OlympiacosFC #OLYOFI #slgr pic.twitter.com/R4MFVcru5k
— Thrylos 7 International (@Thrylos7Intl) September 12, 2026
Nowym szkoleniowcem Olympiakosu został Imanol Alguacil. 55-letni Bask przez ponad dekadę był nierozerwalnie związany z Realem Sociedad, gdzie przeszedł przez wszystkie szczeble klubowej drabinki – od piłkarza, przez trenera rezerw, aż po opiekuna pierwszej drużyny. Jego największym osiągnięciem za sterami ekipy z San Sebastián było zdobycie Pucharu Króla w 2020 roku oraz wprowadzenie klubu z powrotem do Ligi Mistrzów. Latem 2025 roku Alguacil zdecydował się opuścić ojczyznę i objął stery w saudyjskim Al-Shabab. Egzotyczna przygoda nie trwała jednak długo – po serii rozczarowujących wyników, w lutym 2026 roku umowę rozwiązano za porozumieniem stron.
Wraz z zatrudnieniem Alguacila, Olympiakos przechodzi całkowitą transformację filozofii gry. Era Mendilibara opierała się na pragmatycznym, bezpośrednim futbolu i szukaniu dośrodkowań z bocznych sektorów boiska. Nowy trener to zupełnie inne spojrzenie na piłkę. Bask znany jest z wprowadzania młodzieży do zespołu, a także stawiania na odważny, wertykalny futbol połączony z agresywnym, wysokim pressingiem. Drużyny prowadzone przez 55-latka cenią sobie posiadanie piłki i kreowanie zagrożenia poprzez cierpliwie konstruowane ataki pozycyjne. Angaż w Olympiakosie to dla niego powrót do poważnej, europejskiej piłki. Od pierwszego dnia pracy musi się tu jednak mierzyć z gigantyczną presją, próbując wejść w buty uwielbianego przez kibiców poprzednika. Szkoleniowiec zaliczył trudne wejście do nowej drużyny, przegrywając w debiucie z OFI Kreta.
Kto nie zagra z Jagiellonią?
W środowym starciu na pewno nie wystąpi Ayoub El Kaabi. Marokański napastnik doznał koszmarnego złamania kości piszczelowej i strzałkowej w lewej nodze, co najprawdopodobniej wykluczy go z gry do końca obecnego sezonu. W trybie awaryjnym jego miejsce na liście zgłoszeniowej do Ligi Europy ma zająć Roman Yaremchuk. Ze zwichnięciem barku zmaga się z kolei skrzydłowy Joel Roca, choć Hiszpan i tak nie był przewidziany do gry w europejskich pucharach. Znacznie większym problemem dla trenera Alguacila jest za to absencja Gustavo Sá – w ostatnim spotkaniu ligowym portugalski pomocnik nabawił się urazu mięśniowego. Przeciwko Jagiellonii nie zagra również Konstantinos Fortounis, który musi odcierpieć karę zawieszenia za czerwoną kartkę, obejrzaną jeszcze w starciu z NEC Nijmegen w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Pod znakiem zapytania stoi występ Lorenzo Piroli i Chiquinho. Szeroką listę nieobecnych uzupełniają gracze, którzy decyzją klubu w ogóle nie zostali zgłoszeni do tych rozgrywek. Są to: Balša Popović, Lorenzo Scipioni, Dani García, Yusuf Yazıcı, Rémy Cabella oraz Clayton.
Na kogo trzeba zwrócić uwagę?
Stefan Ortega – niemiecki bramkarz, znany kibicom przede wszystkim z występów w Manchesterze City, gdzie pełnił rolę drugiego bramkarza. Klasowy fachowiec, świetnie grający nogami i dający defensywie dużo spokoju. Jego obecność w klubie idealnie obrazuje płynne przepływy personalne w ramach piłkarskiego imperium Evangelosa Marinakisa i bliską współpracę z angielskim Nottingham Forest.
Panagiotis Retsos – kapitan zespołu i ostoja defensywy. Stoper, który preferuje wyprowadzanie piłki po ziemi i konstruowanie akcji krótkimi podaniami, wystrzegając się rozpaczliwego wybijania futbolówki. Ten prawonożny defensor, dzięki znakomitemu czytaniu gry, w trakcie swojej kariery z powodzeniem zabezpieczał również boki obrony. Z kolei dobre warunki fizyczne i świetna gra w powietrzu sprawiają, że przy stałych fragmentach stanowi spore zagrożenie w polu karnym rywala. Co ciekawe – i tu pojawia się jagielloński akcent – jego brat, Dimitrios, w sezonie 2024/2025 występował w rezerwach Jagiellonii. Kkilkukrotnie znalazł się w kadrze meczowej na spotkania Ekstraklasy, ostatecznie nie doczekał się oficjalnego debiutu w pierwszej drużynie.
Gustavo Puerta – środkowy pomocnik słynie z umiejętności dobrego wprowadzania piłki w strefy ofensywne boiska oraz nieustępliwości w pressingu. Jego gra opiera się na wysokim procencie celnych podań, co pozwala drużynie dominować w posiadaniu piłki i dyktować tempo w środkowej strefie. Kolumbijczyk dołączył do ekipy z Pireusu na początku września za kwotę 16 milionów euro, bijąc tym samym transferowy rekord klubu. O jego jakości najlepiej świadczy fakt, że minionego lata był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Kolumbii na mistrzostwach świata, rozgrywając w pięciu turniejowych spotkaniach komplet minut.
Chiquinho – mózg środka pola, pełniący kluczową rolę łącznika między formacją defensywną a linią ataku. Portugalczyk wyróżnia się znakomitą techniką użytkową i dobrym przeglądem pola, co pozwala mu dyktować tempo gry. Doskonale radzi sobie w operowaniu piłką na bardzo małych przestrzeniach. Nieustannie skanuje otoczenie, by nieszablonowymi, otwierającymi podaniami kreować dogodne sytuacje napastnikom. To bez wątpienia zawodnik, na którego defensorzy Jagiellonii będą musieli szczególnie uważać.
🧠 Cheeky Chiquinho assist 😉#UECL pic.twitter.com/JnDRRzfZCK
— UEFA Conference League (@Conf_League) August 5, 2025
Jagiellonia swoich szans powinna upatrywać przede wszystkim w bocznych sektorach boiska. Boczni defensorzy Olympiakosu mają w zwyczaju podłączać się do ataku, lecz często mają problemy z szybkim powrotem do obrony, zostawiając rywalom mnóstwo wolnej przestrzeni. To niewątpliwie woda na młyn dla szybkich skrzydłowych, takich jak Kajetan Szmyt czy Ousmane Sow, którzy mogą bezlitośnie wykorzystać te luki.
Znakiem zapytania w ekipie z Pireusu pozostaje również obsada pozycji napastnika. Co prawda Gonzalez, grający pod nieobecność kontuzjowanego El Kaabiego, popisał się dubletem w niedawnym starciu pucharowym, jednak trudno zakładać, że z miejsca stanie się dla drużyny takim samym gwarantem goli co Marokańczyk. Co więcej, zespół Olympiakosu znajduje się na początku fazy transformacji taktycznej, a to bez wątpienia może zadziałać na korzyść „Dumy Podlasia”.
Z kolei „żółto-czerwoni” udadzą się do Grecji z motywacją, by zmazać plamę po katastrofalnym, piątkowym występie przeciwko Wiśle Kraków. Jagiellończycy muszą jak najszybciej otrząsnąć się po ostatnich zawirowaniach wokół trenera Adriana Siemieńca i skupić wyłącznie na boiskowych zadaniach. Choć w kadrze Olympiakosu jest wiele graczy posiadających jakość piłkarską, drużyna jest na ten moment daleka od optymalnej dyspozycji. Jeśli Jagiellonia zagra mądrze i bez kompleksów, z pewnością jest w stanie powalczyć na tym niezwykle gorącym, greckim terenie o korzystny rezultat.
Wyjazdowe spotkanie Jagiellonii z Olympiakosem już w najbliższą środę, 16 września o godzinie 21.


