
fot.: Jagiellonia Białystok / Facebook
Broniący tytułu lider tabeli, Lech Poznań, przyjeżdża do Białegostoku z jasnym celem: zrobić duży krok w kierunku drugiego z rzędu mistrzostwa Polski.
Po dwóch porażkach na początku rundy wiosennej Kolejorz szybko wrócił na właściwe tory i jest głównym faworytem do zajęcia najwyższego miejsca na podium. W ostatnich siedmiu ligowych meczach podopieczni Nielsa Frederiksena odnieśli aż sześć zwycięstw. Taki wynik może imponować jeszcze bardziej, gdy nałożymy na to kontekst tego specyficznego sezonu, w którym stawka jest ekstremalnie wyrównana, a tak świetne serie praktycznie nikomu się nie zdarzają. Wszyscy wiemy jednak, jak to z passami w Ekstraklasie bywa – lubią się kończyć w najmniej oczekiwanym momencie…
Nie boję się użyć stwierdzenia, że jutrzejszy mecz może zdecydować o losach całego sezonu. Trener na konferencji po meczu z Wisłą Płock słusznie zauważył, że w spotkaniach o takim ciężarze gatunkowym, w kluczowych momentach sezonu, często radzimy sobie lepiej niż w starciach z niżej notowanymi rywalami. Zdecydowanie coś w tym jest.
Zwycięstwo nad Kolejorzem wywinduje nas na fotel lidera. Nawet podział punktów w jutrzejszym hicie podtrzyma marzenia o drugim tytule w historii klubu. Porażka praktycznie wykluczy nas z gry o mistrzostwo, bo strata sześciu, a de facto siedmiu punktów (biorąc pod uwagę ewentualny niekorzystny bilans meczów bezpośrednich z Lechem) na tym etapie sezonu to już naprawdę sporo. Wynik tego meczu nie jest jednak ważny wyłącznie z perspektywy tabeli. Wygrana w tak prestiżowym spotkaniu może dać zwycięzcy olbrzymiego mentalnego kopa na końcówkę sezonu.
Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję… Jadąc na Słoneczną w Lany Poniedziałek 2023 roku, nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, jak przełomowego debiutu będziemy świadkami tego dnia – debiutu trenera Adriana Siemieńca w roli pierwszego szkoleniowca Jagiellonii.
Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż wtedy. Po zdobyciu mistrzostwa Polski, po sięgnięciu po Superpuchar, po dwóch pięknych przygodach w europejskich pucharach, po epickich bojach z Betisem i wyjazdowym triumfie nad Fiorentiną – walczymy o drugi tytuł mistrzowski w historii klubu. Jutro, w Wielką Sobotę, Jagiellonia zagra z Lechem przy pełnych trybunach, w atmosferze piłkarskiego święta. W ostatnich tygodniach krążyły plotki, że poważne zainteresowanie usługami naszego trenera wykazuje holenderski AZ Alkmaar. Być może koniec bieżącego sezonu będzie również końcem tej wyjątkowej ery. Nie wiemy, co przyniesie jutro ani kto zastąpiłby obecnego szkoleniowca. Warto o tym wszystkim pamiętać i cieszyć się tym, co jest nam dane przeżywać teraz – zwłaszcza, gdy zbliża się trzecia rocznica tak wyjątkowego otwarcia na ławce trenerskiej Żółto-Czerwonych.
Wracając już do jutrzejszego spotkania… Po pierwszej, raczej nieudanej, części rundy wiosennej ciężko mi uderzać w hurraoptymistyczne tony i prognozować spokojne zwycięstwo nad urzędującym mistrzem i liderem ligi. Wyraźny spadek formy i chwilowy kryzys przed przerwą reprezentacyjną był faktem. Faktem jest jednak również to, że żaden trener w lidze nie potrafi z tych kryzysów wychodzić tak skutecznie jak Adrian Siemieniec. Wierzę, że pomimo pewnych deficytów kadrowych wciąż jesteśmy w stanie pozytywnie zaskoczyć w takim meczu.
Niech piłkarze dadzą z siebie maksimum sił i umiejętności, a my po prostu cieszmy się tym świętem futbolu w Białymstoku!
