Weryfikacja naszych nadziei.

Przed nami tygodnie pełne szans. Na co te szanse? Naturalnie – na sukces. Sukces na koniec sezonu. Kto by pomyślał, że przebudowywana w lipcu Jagiellonia będzie myśleć o mistrzostwie Polski tuż przed startem kalendarzowej wiosny? Pewnie niewiele było osób, które na poważnie rozważały taki scenariusz, ale skoro wywalczyliśmy swoją postawą pozycję lidera, a do tego odpadliśmy z Pucharu Polski oraz Ligi Konferencji, wniosek nasuwa się jeden – walczymy o 3 punkty od meczu do meczu!

Remis z Legią nas rozczarował. Niezależnie od tego, czy grasz z zespołem z góry, czy z dołu tabeli, strata punktów na swoim stadionie – zwłaszcza po wyjściu na dwubramkowe prowadzenie – boli zawsze. Zostawiamy to jednak za sobą, bo nie widzimy sensu rozpamiętywać tego, co już zamknięte. Zwracamy się w kierunku najbliższej przyszłości: najpierw wyjazd do Gdańska, a następnie seria aż czterech meczów u siebie. Co prawda murawa w Białymstoku wręcz premiuje grę z kontry i „parkowanie autobusu” we własnym polu karnym, ale musimy pogodzić się z takim stanem płyty i robić swoje. A jest co robić…

Psychiczna i fizyczna przewaga

Jak pokazuje historia, nasza liga premiuje zespoły, które grają swoje mecze jako pierwsze. Jeśli taka drużyna traci punkty, kolejne – wiedząc, że mogą wykorzystać potknięcie rywala – często… również je tracą. Tak jak i my ostatnio, gdy widzieliśmy słabe występy Górnika, Cracovii czy Wisły Płock. Jedynym zespołem, który pewnie szedł po swoje, był Lech Poznań. I tu przechodzimy do ważnego elementu, który towarzyszy Kolejorzowi.

Z racji gry na wszystkich frontach ich mecze ligowe automatycznie planowane są na niedzielę. To sprawia, że Jagiellonia w każdej kolejce zagra jako pierwsza. To Lech będzie musiał odpowiadać Jadze – i to po grze w środku tygodnia, która nam w tej kampanii, poza jednym wyjątkiem, już „nie grozi”. Ekipa Nielsa Frederiksena ma przed sobą przynajmniej trzy tygodnie intensywnej gry. Mistrzowie Polski są już w trybie grania co trzy dni z racji pojedynków z KuPS w 1/16 Ligi Konferencji, ale teraz czekają ich naprawdę wymagające batalie.

Zaczynają od Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze. Następnie mecz w Łodzi z Widzewem, który najprawdopodobniej zyska benefit „nowej miotły” w postaci trenera Vukovicia. Później rusza dwumecz z Szachtarem Donieck, a między tymi spotkaniami Kolejorz zagra kolejny wyjazd – tym razem z obecnym wiceliderem, Zagłębiem Lubin. To wszystko odbędzie się w niedzielne popołudnie. My w tym czasie będziemy już dawno po spotkaniu z Piastem Gliwice. Mamy nadzieję, że grając bez noża na gardle, odskoczymy Miedziowym i Lechowi przed ich bezpośrednim pojedynkiem.

Gdyby udało się po 25. kolejce wygenerować choć minimalną przewagę nad resztą stawki, przystąpimy do zaległego meczu z Gieksą z szansą na zbudowanie bardzo solidnej zaliczki. Rzecz jasna wtedy rzeczywiście poczujemy presję na barkach, bo o zaległym meczu mówi się od dawna, a kibice rywali wielokrotnie przypisywali nam z automatu 3 punkty. Rafał Górak raczej nie zamierza oddawać Jagiellonii pełnej puli za darmo. Wszyscy pragniemy powrotu do czasów rundy jesiennej sezonu mistrzowskiego, gdy Słoneczna była prawdziwą twierdzą i miejscem, gdzie niezależnie od okoliczności szliśmy jak po swoje. Po Gieksie przyjdzie czas na regularną kolejkę numer 26. Wtedy po raz trzeci z rzędu zagramy na swoim boisku i ponownie pojawi się element przewagi psychologicznej – Lech, Raków i Górnik zagrają po Jagiellonii. Jedynie Zagłębie Lubin rozegra swój mecz wcześniej.

Tym samym zakończymy pierwszy z dwóch etapów wiosny i rozpoczniemy przerwę na mecze reprezentacyjne. 22 marca powinniśmy wiedzieć, na czym stoimy. Dlaczego tak bardzo liczymy na wykorzystanie dogodnego terminarza? Po przerwie wracamy domowym meczem z Lechem. Wszyscy życzymy sobie, aby miał on gigantyczną stawkę.

About The Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *