Obeszliśmy się smakiem remisując z Radomiakiem.

fot. Mariusz Piotrowski/Jagiellonia.pl

Jagiellonia zremisowała z Radomiakiem Radom 1:1 w meczu 22 kolejki Ekstraklasy i utrzymała pozycję lidera Ekstraklasy.

Mecz w niedzielne popołudnie był wspaniałą okazją, żeby wykorzystać potknięcia kilku rywali z ligowej czołówki. Wygrana z Radomiakiem dałaby nam ogromny komfort w rywalizacji z Górnikiem Zabrze, Cracovią czy Wisłą Płock. Oczywiście zagadkową kwestią było zestawienie dwójki stoperów, ale z drugiej strony do gry dostępni byli wszyscy pozostali zawodnicy.

Bez owijania w bawełnę powiemy, że w tym meczu byliśmy stroną zdecydowanie wiodącą, gdyż Radomiak bazował głównie na kontrach inicjowanych przez Lopesa i Capitę. Niestety nasza skuteczność i precyzja ostatniego podania nawiązywała do końcówki poprzedniej rundy i to goście otworzyli wynik meczu po strzale Rafała Wolskiego. Na szczęście kilka minut później wyrównaliśmy za sprawą Jesusa Imaza, który wykończył ładną akcję kombinacyjną. To był jednak limit naszych możliwości tego dnia i choć wykreowaliśmy kilka świetnych szans do objęcia prowadzenia, a do tego rywal osłabił się za sprawą czerwonej kartki Michała Kaputa, to wynik pozostał bez zmian, a w Białymstoku czuć ogromny niesmak.

Warto podkreślić, że to był jeden z dziewięciu meczów domowych, które miały nam pozostać do końca sezonu. Problem w tym, że własne boisko dziś tylko przeszkadzało. To było kartoflisko, które hamowało akcje kombinacyjne, piłka zmieniała tor lotu, piłkarze musieli zwalniać żeby ją złapać, a jednocześnie wpadali w poślizg. Jeśli stan murawy się nie poprawi znacząco przez następnymi meczami przy Słonecznej, to ciężko będzie mówić o przewadze boiska. Będzie ono premiować zespoły broniące głęboko z ochotą wyprowadzania kontrataków.

Za tydzień zagramy z Legią. W tym meczu zabraknie Tarasa Romanczuka. Wierzymy jednak, że to nie zmieni naszego podejścia i dalej będziemy przodować w rywalizacji o Mistrzostwo Polski.

Jagiellonia Białystok 1:1 (0:0) Radomiak Radom
64’ Imaz – 55’ Wolski

About The Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *