Mecz godny Święta Ultry! Jagiellonia na czele Ekstraklasy!

Jagiellonia nie zawodzi w „Święto Ultry”, pewnie pokonując Motor Lublin 4:1, mimo iż momentami było na tyle groźnie, że nasz rywal mógł odrobić swoje straty. Mimo wysokiej wygranej, pozostaje lekki niedosyt, gdyż nie dość że ten mecz można było wyżej zwyciężyć, to dodatkowo była możliwość zrobienia tego, zamykając to spotkanie szybciej. Dzięki temu zwycięstwu Jagiellonia przynajmniej do poniedziałkowego wieczoru obejmuje fotel lidera w PKO BP Ekstraklasie.

Ależ to była świetna inauguracja gry przy Słoneczej w wykonaniu Jagiellonii! W ramach 20. Kolejki PKO BP Ekstraklasy na Chorten Arenie doszło do starcia ekip z bloku wschodniego, tyle że z zróżnicowanymi celami w tabeli. Otóż zespół „żółto-czerwonych” jak wiemy walecznie bije się o pozycję lidera z Górnikiem Zabrze i Wisłą Płock, natomiast ekipa gości z Lublina wciąż jest zamieszana w walkę o utrzymanie i ich dyspozycja z ostatnich meczy wskazuje, że łatwo nie będzie o wywalczenie dalszego bytu na najwyższym stopniu rozgrywkowym w Polsce. Warto też jednak wspomnieć, że drużyna Motoru, jako jedyna w tym okienku nie dokonała żadnych ruchów transferowych, a co za tym idzie, jest to dla trenera Mateusza Stolarskiego nie lada wyzwanie, aby bez wzmocnień dokonać potrzebnych dla Motoru wyników.

Trener Adrian Siemieniec względem starcia z ubiegłego tygodnia nie dokonał żadnych rotacji, a jedynie zamiast Kamila Jóźwiaka, którego w dzisiejszym spotkaniu zabrakło nawet w kadrze meczowej zastąpił niedawno sprowadzony Nahuel Leiva, który tym samym zaliczył swój pierwszy mecz od 1. minuty w barwach Jagiellonii. Natomiast w zespole gości postanowiono, że skoro udało się pokonać Pogoń takim składem, to po co w ogóle go zmieniać, także zobaczyliśmy identyczną jedenastkę Motoru jak tydzień wcześniej.

Po uroczystym rozpoczęciu meczu ze względu na „Święto Ultry” i minucie ciszy rozpoczęliśmy pierwszy mecz na Chorten Arenie w 2026 roku. Pierwsze minuty spotkania były wręcz wspaniałe w wykonaniu Jagiellonii, praktycznie nie dawaliśmy żadnych możliwości dla zespołu gości, a nasze co raz to mocniej przeprowadzone ataki dosyć szybko przyniosły pożądany owoc. W 13 minucie spotkania z rzutu wolnego Bartłomiej Wdowik dośrodkował na głowę Jesusa Imaza, który do tego stopnia silnie uderzył, że Brkić miał problem ze złapaniem piłki, co spowodowało duży kocioł w polu karnym, który z chłodną głową wykorzystał Afimico Pululu, wciskając piłkę pod nogami obrońcy i bramkarza strzałem po ziemi, wyprowadzając Jagiellonię na w pełni zasłużone prowadzenie. Chwilę później mecz został przerwany z powodu pokazu pirotechnicznego w wykonaniu kibiców Jagiellonii, a arbiter spotkania zdecydował się nawet zejść do szatni na przeczekanie spadającego dymu. Niestety po tej krótkiej przerwie, Jagiellonia z tunelu wyszła dosyć rozkojarzona, co stopniowo starał się wykorzystywać zespół gości. W 31 minucie po tym, jak jeden z zawodników Motoru wygarnął piłkę Nahuelowi, zdołał jeszcze mimo upadku zagrać ją do Ivo Rodriguesa, który swoim dośrodkowaniem świetnie odnalazł dobrze ustawionego Jacquesa Ndiaye, który silnie uderzył główką, nie pozwalając, mimo bycia blisko interwencji, możliwości obrony tego strzału przez Sławomira Abramowicz, dzięki czemu wyrównał on wynik starcia. Reszta połowy objawiała się typową grą cios za cios, mogliśmy zobaczyć ataki zarówno Jagiellonii jak i Motoru, jednakże one w pierwszej połowie spotkania nie przyniosły żadnych poważniejszych akcji, które mogłyby spowodować bramkę dla którejś z stron.

Po krótkiej przerwie piłkarze wrócili na boisko, a przebieg spotkania wyglądał jak wyciągnięty z poprzedniej połowy. Obie drużyny miały swoje do powiedzenia, prezentując swoje akcje, które tym razem w przypadku obu zespołów przy nieco większej celności mogły się zakończyć bramkami. Około 65 minuty jednak mieliśmy przełom, mimo iż nie był on okraszony golem w tamtym momencie, to Jagiellonia skutecznie zaczęła przejmować inicjatywę, a jednymi z beneficjentów tych lepszych fragmentów byli dopiero co wprowadzeni na boisko Samed Bazdar oraz Dawid Drachal. W 72 minucie świetnie zachował się Jesus Imaz, który odzyskał piłkę przed polem karnym i wtargnął z nią w te pole, finalnie dośrodkowując na Pululu, który przepuszcza piłkę za siebie, wystawiając na dosyć ostry kąt dla Sameda Bazdara, jednakże nie pomylił się on w tej sytuacji, wyprowadzając Jagiellonię strzałem po ziemii w okolicach lewego słupka. Tym samym niedawno sprowadzony bośniacki snajper popisał się debiutancką bramką w barwach Ekstraklasy. Jak się później okazało, gwoździem do trumny w dzisiejszym spotkaniu była ta wspomniana bramka, gdyż Motor nie był w stanie już jakkolwiek racjonalnie odpowiedzieć na silne ataki tworzone przez dobrze dysponowanych rezerwowych. Z kolei dwie minuty później, wprowadzony wraz z wspomnianym napastnikiem Dawid Drachal nie chciał pozostawać bez liczb względem swojego kolegi, przecinając podanie obrońcy Motoru Lublin i z zimną krwią znalazł wychodzącego przed szereg obronny Jesusa Imaza, który później jak profesor spod kąta podciął piłkę i zmusił Ivana Brkicia do kapitulowania dziś po raz trzeci. Jagiellonia mimo usatysfakcjonowania przebiegiem spraw chciała więcej i udało jej się osiągnąć ten cel za sprawą akcji Guilherme Montoi oraz Tarasa Romanczuka. Portugalczyk, który dziś wchodząc z ławki zaliczył drugi występ w „żółto-czerwonych” barwach dobrze wrzucił piłkę z rzutu wolnego na głowę Tarasa Romanczuka, który z profesorskim spokojem umieścił piłkę w bramce Ivana Brkicia, a ten przy tym strzale nie miał zbyt wiele do powiedzenia, przez co nie miał możliwości aby choć trochę ochronić honoru Motoru.

Po samym starciu ciężko się nie ucieszyć z solidnej zdobyczy punktowej, która daje nam kolejny ważny krok w kwestii walki o „tron” rozgrywek, a być może rywale się potkną i dzięki temu będziemy mogli spróbować podjąć próbę ucieczki od reszty stawki. Wartym docenienia jest też powrót do formy Afimico Pululu, u którego można było w końcu zobaczyć ten spokój z piłką przy nodze, tak jak to było w przypadku jego najlepszego okresu gry w Jagiellonii. Ciężko też nie wspomnieć o trenerze Adrianie Siemieńcu, który bardzo dobrze kontroluje przebieg starcia, a jego zmiany wprowadziły odpowiedni impuls, aby to przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, także naprawdę duży szacunek za wykonaną robotę. Nasze nowe nabytki wygląda na to, że zaczynają już co raz to się bardziej rozkręcać, tylko jeśli by jeszcze Nahuel do swojej uznajmy niezłej gry ofensywnej dołożył pomoc przy atakach przeciwnika w tym przypadku dla Bartka Wdowika, to byłaby mowa o naprawde dobrym występie w przypadku Hiszpana. Teraz jednakże czas się skupić na kolejny starciu, kiedy to równo za tydzień na wyjeździe w Krakowie podejmiemy zespół Cracovii, gdzie nie lada wyzwaniem będzie pokazanie swoich pełni sił przeciwko silnemu zespołowi Luki Elsnera.

Jagiellonia Białystok 4:1 (1:1) Motor Lublin
13’ Pululu, 72’ Bazdar (Pululu), 76’ J. Imaz (Drachal), 90+2’ Romanczuk (Montoia)  – 31’ Ndiaye (Rodrigues)

Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek (82’ Konstantopoulos), Vital, Pelmard, Wdowik (82’ Montoia) – Romanczuk (C), Mazurek – A. Pozo (59’ Bazdar), J. Imaz (87’ Flach), Nahuel (59’ Drachal) – Pululu

Motor: Brkić – Stolarski, Bartos, Matthys (78’ B. Ede), Luberecki – Rodrigues (76’ Karasek), Samper (76’ Łabojko), Wolski (C) – Ndiaye, Ronaldo (67’ M. Król) – Czubak (67’ Dadashov)

Żółte kartki: J. Imaz, Mazurek – Matthys

Sędzia: Patryk Gryckiewicz

About The Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *