
fot. Michał Mieczkowski / @wystarczymisza
Obóz przygotowawczy powoli dobiega końca, a jak nie było transferów przychodzących tak wciąż ich nie widać na horyzoncie. Oczywiście pojawił się temat Keyana Vareli, ale sami wiemy jak się skończył. Rzekomo niezaleczona kontuzja, przestępcze historie w tle…To nie był piłkarz na jakiego czekamy od grudnia, czyli taki do pierwszej XI. Te oczekiwania wzrosły podwójnie gdy odszedł Oskar Pietuszewski. Teraz czekamy na dwóch skrzydłowych, a w mediach próżno szukać informacji, które ogrzeją serduszka kibiców Jagiellonii Białystok. Mało tego, pojawiają się nieco niepokojące wypowiedzi Łukasza Masłowskiego.
Zacznijmy może od wypowiedzi trenera Adriana Siemieńca, który po jednym z meczów zaznaczył, iż kluczowy w procesie wprowadzenia nowego piłkarza do drużyny jest okres przygotowawczy lub zwykły okres mikrocyklu, gdzie można poświęcić kilka dni treningów celem wdrożenia. To sugerowało, że klub pracuje bardzo intensywnie nad sprowadzeniem piłkarzy już na start obozu w Belek lub w najgorszym przypadku w jego trakcie, aby mogli odbyć choć kilka jednostek treningowych i zdobyć cenne minuty w sparingu. Nasze potrzeby są znane od wielu tygodni. Alex Cantero bardzo szybko spadł w hierarchii i długimi tygodniami jeździł jako zapchajdziura. Louka Prip nie pasował do naszej strategii i też stracił zaufanie trenera, a AZ Jackson tak jak nie rozumiał taktyki, tak wciąż mimo niezłego warsztatu technicznego nie oferuje nic ponad to. Właściwie już na koniec listopada wiedzieliśmy, że nasz stan skrzydeł to Oskar Pietuszewski, Alex Pozo i liczenie na cud w postaci magicznego odrodzenia Kamila Jóźwiaka. Mówię o magicznym odrodzeniu, bo ciężko oczekiwać, że jeden obóz przygotowawczy coś zmieni. Nie zmieniały tego treningi w Granadzie czy też treningi wyrównawcze w Jagiellonii. To nie jest amator, to nie jest świeżak. Grał w reprezentacji Polski i ma 28 lat. To znaczy, że taktycznie powinien być kompetentny, a przecież nie mógł narzekać na brak zaufania, bo dostawał niemalże za darmo miejsce w podstawowym składzie w Ekstraklasie, gdy trzeba było odciążyć Pietucha czy Pozo.
Na obóz w Belek pojechaliśmy już bez Pietuszewskiego oraz z odpalonymi wcześniej Jacksonem, Syllą (mieli szukać szansy w Arce Gdynia czy nawet w 1. lidze) czy Cantero. Tyle dobrego, że nie utrudnialiśmy życia Pripowi, który sam zauważył, że lepiej zostać w Białymstoku zamiast robić sobie fałszywe nadzieje w Turcji. Problem w tym, że za słowami trenera nie poszedł ruch transferowy do klubu. Zagraliśmy 2 sparingi i w obu skrzydła wyglądały bardzo słabo. Jedynym promyczkiem nadziei jest młodziutki Zachary Zalewski, który jednak wciąż musi pracować nad świadomością taktyczną. Technicznie pokazuje duży potencjał, ale tak jak widzimy po AZ Jacksonie technika to nie wszystko.
I tu pojawiają się wypowiedzi dyrektora sportowego, który w mediach mówi o tym, że Jagiellonia nie ma żadnej presji czasu. Nie czuje potrzeby aby śpieszyć się z transferami przychodzącymi. Średnio to się zgrało z postawieniem ultimatum Vareli i odpaleniem go z racji braku czasu na dalsze negocjacje. Gorzej to się zgrywa z wypowiedziami trenera o konieczności wprowadzenia piłkarza w trakcie obozu. Rozumiemy, że to jest informacja do środowiska, aby Jaga nie była naciągana na ponadprogramowe wydatki. Taki pokaz siły i puszczenie w eter sygnału, iż nie będziemy stać pod ścianą w trakcie wszelakich negocjacji, nie jesteśmy desperatami. Nie rozumiemy jednak nieco naiwnego przekonania, iż agenci i kluby nie posiadają transfermarkta i kalendarza, które jasno pokazują – Jaga na skrzydłach dysponuje jakością na miarę 1. Ligi, a za chwilę będzie chciała walczyć o mistrzowski tytuł oraz godnie zaprezentować się przeciwko Fiorentinie. Jak dodamy do tego duży zysk z transferu Pietuszewskiego oraz fiasko rozmów z Varelą, to każdy bardziej kumaty klub zrozumie, że rozmawia z klubem, w któremu daleko jest do miana opanowanego i niegrającego pod presją czasu.
Oczywiście mamy świadomość, że na celowniku są słynne „piękne panienki za którymi trzeba trochę pochodzić”, ale jak życie pokazuje można pochodzić za Darko Churlinovem latem 2025, umówić się na randkę, a następnie na 5 minut przed nią otrzymać SMS’a z treścią „w sumie to już mam inne plany, sorry za zmarnowane 2 miesiące życia”, a w ramach zastępstwa umówić się z Edim Semedo czy Peterem Kovacikiem. Kibice to widzą i są zaniepokojeni, bo od meczu z Widzewem zacznie się grube granie, a po wizycie w Łodzi trzeba będzie szybko nastawić się na domowy bój w środku tygodnia z GKS Katowice. Zegar tyka…
